Archiwum 31 marca 2017


mar 31 2017 ...To był błąd...
Komentarze (0)

To był błąd...



Adam przysunął  się bardzo blisko mnie. Ręką masował mi kolano. Po chwili pochylił się do moich ust, wyszeptał, że zawsze pragnął ich skosztować. Po czym zaczął mnie całować. Objąłem go i położyliśmy się na łóżko. Czułem jak cały drży. Natarczywie ale zarazem delikatnie masował mój język. Wzdychaliśmy z podniecenia. Zdjąłem mu koszulkę a on moją. Nasze klatki dotykały się a mięśnie napinały i rozluźniały się na zmianę. Moje ręce wędrowały po jego plecach, rysując ślady podobne do zadrapań. W kocu jego usta dotykały mojej szyi, a ręka masowała mój brzuch. Czułem jak językiem liże mi szyję, raz od czasu podgryzając mnie w ucho i wkładając do niego język. Czułem jego oddech, przez który padały słowa -Pragnę Cie, - Rozpalasz mnie na maksa, - Teraz już Cie nie wypuszczę, jesteś mój i tylko mój. Tymi słowami rozpalał mnie jeszcze bardziej. Po chwili wrócił do moich ust po czym zaczął całować mój podbródek, kark, aż w końcu przeszedł do klaty. Najpierw musnął moje sutki palcem a potem zaczął je lizać i podgryzać. Drugą ręką zaczął masować mi podbrzusze. Chciałem, żeby mnie już wziął, byłem bardzo rozpalony. Jednak bawił się dalej. Językiem rysował drogę w stronę mojego pępka po czym zaczął go całować i lizać raz po raz. Widziałem jak w jego spodniach stoi już twardy kutas. Przejechałem więc lekko stopą po wybrzuszeniu. Uśmiechnął się, wziąłem go za bok i przewróciłem aby znaleźć się na górze. Zacząłem namiętnie całować jego usta a ręką masować jego twarde kroczę. Przejechałem językiem po jego szyi, wróciłem do uszu by szepnąć - Za chwilę go uwolnię. Przesunąłem się po jego klacie, rękoma drapiąc jego ciało. Dotarłem do paska, szybko rozpiąłem klamrę, otworzyłem rozporek i zdjąłem spodnie. Zacząłem masować jego wybrzuszenie a nad bokserkami jeździłem ustami coraz bardziej zsuwając się w stronę kutasa. Po chwili zdjąłem zbędne już bokserki i zacząłem ssać jego członka. Nie był temu obojętny, położył ręce na mojej głowie i przyciągał mnie abym brał go coraz więcej. Coraz szybciej i coraz głębiej. Szeptał - Nie przestawaj, dobrze mi, ooo tak. Nagle wziął mnie za bok przewrócił na łóżko. W momencie zdjął mi spodnie. Obrócił plecami do góry i zaczął masować moje pośladki raz po raz jeżdżąc swym kutasem po moim tyłku. Chwilę później wyjął gumkę z portfela, założył i zaczął delikatnie mnie posuwać. Pochylił się nade mną, dyszał mi do uszu a ja czułem  jak jego kutas pulsuję we mnie. Robił to coraz szybciej i szybciej. Po chwili przerwał i obrócił mnie brzuchem do góry. Ma taki silny uścisk. Włożył go od przodu i znowu zaczął posuwać a ja bawić się swoim kutasem. Zabrałem mi rękę i zaczął to robić za mnie. Nie mogłem już wytrzymać gotowało się we mnie, a podniecenie narastało w końcu odpuściłem i doszedłem. Adaś uśmiechnął się i wyjął swojego kutasa, zdjął zabezpieczenie i doszedł na mój brzuch krzycząc z podniecenia. Pochylił się nade mną i dał mi buziaka. Po czym położył się obok. Musiałem iść pod prysznic jednak czekałem chwilę aż troszkę ochłonę. Obróciłem się do Adasia i powiedziałem, że było cudownie na co on poczęstował mnie soczystym buziakiem i powiedział - Mnie również. Poszedłem pod prysznic, umyłem się i wróciłem do łóżka. To samo zrobił Adaś. Później dłuższą chwilę leżeliśmy wpatrzenie w siebie i gładząc się po ramionach. Chwilę później Adaś zasnął. A ja...

"Mówią,  że ludzie popełniają błędy, by móc się na nich uczyć - wyciągać wnioski.

...było cudownie nie można by było określić tego inaczej. Jednak co jeśli to "cudownie" kosztuje nas tyle zmartwień?

Czy było warto? Co teraz? Co później? Będzie jakieś później?

Leżąc w ciemnym pokoju hotelowym , wlepiając wzrok w biały sufit - nie mogę zasnąć. Tuz obok śpi powód moich zmartwień, a zarazem odzwierciedlenie mojego słowa cudownie.

To nie stało się szybko, to postępowało wraz z czasem jaki niewinnie spędzaliśmy jak przyjaciele. Czułem, że z biegiem czasu Adaś patrzy na mnie inaczej. Tak głębiej niż zazwyczaj. Odsunąłem jednak swoje homoseksualne przypuszczenia. Przecież ma dziewczynę, kochają się. No dobrze kloca się dość często ale kto tego nie robi? Porzuciłem wiec tę myśl i starałem się nie zwracać na to uwagi. Przyzwyczaiłem się do wzroku lecz ciężko było mi zrozumieć niektóre słowa. Nie wiedziałem co myśleć gdy z jego ust padały słowa : - nie wiem jak to robisz ale gdy mi towarzysz zawsze mam dobry humor , gdy ty się uśmiechasz to i ja się uśmiecham. - ładnie dziś wyglądasz nowa koszula? - powinieneś częściej się uśmiechać, do twarzy Ci z tym rogalemMyślę ze to już wtedy powinienem dostrzec ze Adaś coś do mnie czuje i wcale nie ma to granic określanych przez zwyczajna, kumpelska sztamę." Teraz już na pewno przekroczyliśmy te granicę a moje przypuszczenia są już jasno i klarownie przypieczętowane. Tylko co dalej?

mar 31 2017 Hotel
Komentarze (0)

Hotel


Podniosłem się z łóżka by wyłączyć budzik. Okropny ból głowy całkowicie mnie dekoncentrował. Szybko jednak wstałem na równe nogi gdy dostrzegłem, że jest już grubo po 22:00 a to nie budzik tylko koleżanka z pracy. Odebrałem. - Halo? Nie idziesz dzisiaj do pracy? Kierownik jest wściekły, liderka też. Zapomniałeś o redukcji etatów? Halo?? Oniemiałem. Sparaliżowany strachem wyjąkałem - To skomplikowane, będzie co będzie. Miłej pracy. Cześć. Rozłączyłem się zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Byłem tak zmieszany sytuacją , że dopiero po chwila dostrzegłem, że nie jestem w domu. Biała pościel, elegancki wystrój i zajebisty ból głowy. Gdzie ja kurwa jestem?? Krzyknąłem do siebie. Nagle usłyszałem jak drzwi od łazienki się otwierają. Wskoczyłem na łóżko i wgapiałem się w futrynę prowadzącą do sypialni. W drzwiach pojawił się Adaś. Nie wiem, dlaczego się uśmiechał kiedy ja prawdopodobnie straciłem pracę. Ale w sumie skąd on może o tym wiedzieć. Podszedł bliżej i zapytał - Wszystko w porządku? No chyba się przesłyszałem. Jestem w hotelu jakimś, gdzieś, nie wiem o co chodzi a ten pyta czy wszystko w porządku. Zdenerwowany odkrzyknąłem. - Nic nie jest w porządkuDzwoniła koleżanka z pracy i mam przesrane, głowa mnie napierdala i nie wiem gdzie jestem! - Nie krzycz, uspokój się wszystko Ci wyjaśnię. Uspokajał mnie Adaś. - To słucham?  Usiadł na drugim końcu łóżka i zaczął tłumaczyć sytuację. - Tam w parku, nagle straciłeś przytomność. Nie mogłem Cię ocucić. Nie wiem dlaczego nie zabrałem Cie do szpitala, lecz kiedyś mówiłeś, że nie lubisz szpitali i jak kiedyś coś się stanie a uznam, że nie jest Ci potrzebna hospitalizacja to mam Cie do tej umieralni nie zabierać. Wahałem się czy tego nie zrobić, a jednak nagle moje samolubne pobudki postanowiły przynieść Cie tutaj. Po chwili wtrąciłem mu się w zdanie. - Niosłeś mnie przez miasteczko? Jak wytłumaczyłeś na recepcji , że mnie wnosisz? Miałem tak szeroko otwarte oczy ze zdziwienia, że miałem wrażenie jakby wchodziły mi na czoło. Adaś jednak uśmiechnął się i rzekł . - Na recepcji pracuje moja stara znajoma, powiedziałem że się schlałeś. No to mnie wpuściła. Teraz już sam zacząłem się śmiać chociaż nie miałem powodów do radości ale sytuacja rzeczywiście głupia. - Skoro już powiedziałeś, że się schlałem to wypadałoby to zrobić, żebyś nie wyszedł na kłamcę co nie? Twarz Adasia znowu pokryła się uśmiechem. - Masz rację, dlatego tutaj jest 0,7 a tam gotowe drinki, proszę bardzo - na zdrowie. Wzięliśmy po głębokim łyku drinka po czym Adaś złapał mnie za rękę. Spojrzał mi głęboko w oczy, a jego palce lekko masowały zewnętrzna stronę dłoni. - Wszystko to co mówiłem w parku to prawda. Skoro już jesteśmy tutaj razem, chciałbym Ci powiedzieć wszystko co czuje. Głos mu zadrżał, przełknął ślinę i kontynuował. - Od dłuższego czasu podkochuję się w Tobie. Nie układało mi się w związku. Nie pociągała mnie Karolina. Robiliśmy to rzadko jak i ona tak i ja mieliśmy ciężko siebie zaspokoić. To co się stało ta cała zdrada. To, to było nam potrzebne. Uwielbiam Twoje piękne oczy, to w jaki sposób się uśmiechasz. Gdy mówisz zwykle patrze też na twoje usta. Wysunął rękę w stronę moich ust, pochwycił mnie za podbródek a kciukiem jeździł mi po wargach. Bardzo mi się to podobało, pozwoliłem mu kontynuować. - I gdy tak spoglądałem na te twoje usteczka, myślałem jakby to było gdybym mógł ich skosztować. Po chwili przysunął się do mnie, było mi gorąco. Widziałem jak jego ręką wędruje na moje kolano. Szybko podałem mu więc drinka i dodałem - Napijmy sięDopiliśmy więc do dna. Zaproponowałem, aby zrobił kolejnego. Podszedł więc do wódki rozlał pół na pół z sokiem i podał mówiąc abym spróbował czy nie za mocny. Odpowiedziałem, że jest idealny po czym wypiłem połowę. Adaś zrobił to samo. Dosyć szybko spijaliśmy te drinki. Po dzisiejszych wydarzeniach było mi tego trzeba - porządnego wyłączenia. Jednak nie koniecznie tego co stało się później. 

mar 31 2017 SMS
Komentarze (0)

SMS

Tej nocy nic mi się nie śniło. To może i dobrze, po ostatnim śnie trudno było mi się pozbierać. Przetarłem oczy, odsunąłem kołdrę i usiadłem na brzegu łóżka. Po chwili przypomniało mi się, że na telefon przyszedł mi  SMS. Wziąłem więc komórkę z półki i odczytałem wiadomość jak się okazało od Adasia. "Koleżanka Karoliny napisała do mnie dziwnego SMS-a, że ona nie ma zamiaru się w to mieszać i że przeprasza ale muszę ją zrozumieć, że jako koleżanka Karoliny musiała być wobec niej lojalna. Nie da rady dalej tego znosić więc postanowiła , że mi o tym powie ale poza tym nic więcej wyjawić nie może i żebym zajął się tym sam. Mam totalny mętlik w głowie o co może chodzić? Mam nadzieję, że nie śpisz i coś mi doradzisz." Niestety już spałem. O co mogło jej chodzić? Przez chwilę zastanawiałem się nad poszczególnymi elementami i zaczynało się mi wszystko układać w jedną przykrą całość. Po pierwsze Karoliny często nie ma w domu. Po drugie nie wraca na noc. Po trzecie jej koleżanka zawsze zapewniała , że jest u niej podczas gdy ona w sklepie opowiada mi całkiem inna historie , a teraz jeszcze to wyznanie. Przecież to oczywiste! - wykrzyknąłem w myślach. Ona po prostu oszukiwała Adasia. Jestem skłonny przychylić się do tego, że ma romans. Biorąc pod uwagę jej skarżenie się na brak seksu najprawdopodobniej poszukiwała kogoś kto ją zaspokoi a to zdzira...Może zbyt pochopnie ją oceniam , może moje gdybania są błędne jednak musiałem przedstawić moje przypuszczenia Adasiowi. Wybrałem więc numer i zdenerwowany czekałem na sygnał . Niestety odezwała się poczta głosowa. Może jest w domu? Ubrałem się szybko w ciuchy z wczoraj i pobiegłem do domu Adasia. Niestety nikogo nie zastałem. Zaczynałem się trochę martwić jednak w końcu wróciłem na ziemie. Przecież nikt od tego nie umrze prawda? To tylko SMS, a Adaś pewnie zajęty jest pracą i wyłączył telefon chcąc nie być niekulturalny wobec swoich pacjentów. Wróciłem więc do domu by wypić w końcu swoją poranna kawę. Muszę przyznać , że nie chce mi się bardzo iść dzisiaj do pracy. Jednak dzisiaj był szczególny dzień. Od jakiegoś czasu w fabryce trwała redukcja etatów. Gdy tylko ktoś podpadnie w momencie może pożegnać się z stanowiskiem. Nie była to praca marzeń ale przynosiła mi dochód, który starczał mi na życie. Bez niej padłbym z głodu. Wypiłem pyszna kawę po czym umyłem kubek. Znowu jak zwykle odpuściłem sobie śniadanie. Zabrałem się do porządku ani się obejrzałem a na zegarze wybiła godzina 12.00. Nie chciało mi się dzisiaj robić obiadu zamówiłem więc pizze powinni być u mnie do godziny. Dostawca przepraszał, że z takim dużym opóźnieniem ale mają duży ruch i nie dadzą  rady wcześniej przyjechać. Nie przeszkadzało mi to wcale. Nie byłem jakoś bardzo głodny jednak coś jeść trzeba a myślę, że do godziny zgłodnieje. Otworzyłem laptopa i zalogowałem się na czacie. W prawym górnym rogu wyświetlała się ogromna cyfra 6, która określała ile wiadomości zostało do mnie napisanych podczas gdy byłem offline. Zabrałem się za odczytywanie. Większość z nich to po prostu komplementy i zaproszenia na seks. W końcu dotarłem do wiadomości numer 6 i ta zmroziła moje serce. To od Maksa, gdy tylko dostrzegłem jego nick czułem wewnętrzny niepokój. Zastanowiłem się na chwilę nad tym czy nie usunąć konta i olać tę wiadomość, jednak chora ciekawość pchnęła mnie do sprawdzenia jej zawartości. Od razu tego pożałowałem. "Słuchaj dobrze się składa , że wiem gdzie mieszkasz, będę mógł częściej wpadać. Ostatnio mi się wyrwałeś jednak nie należę do osób, które szybko się poddają. Będziesz mój choćbym miał Cie przywiązać łańcuchami. Mam nadzieję, że Twoja głowa zbytnio nie ucierpiała od uderzenia. Nie chciałbym , żebyś był uszkodzony zanim sam zacznę Cie uszkadzać, nie koniecznie rękami. Możesz też podziękować starszej Pani , która przechodziła i zauważyła mój atak. Trochę mnie spłoszyła, mogłem Cie stamtąd zabrać, bo w sumie i tak uciekła krzycząc coś na głos, jednak postanowiłem, że trochę się zabawie. Wiesz jak się na coś dłużej czeka to lepiej smakuje prawda? Wyobrażam sobie w jaki sposób będę Cie brał. Nie masz pojęcia jak wiele pozycji znam i jak wiele sprzętów posiadam ale nie przejmuj się , czekaj cierpliwie za niedługo się dowiesz. PS. Nie chciałem Cie udusić, wiem jak długo mam trzymać uścisk, żeby ktoś odleciał a potem przywiązałbym Cie i byłoby z głowy. Tak byłoby łatwiej a teraz musisz czekać zanim tego doświadczysz. Możesz więc śmiało podziękować sobie , bo to Twoja wina, było nie uciekać i dać się ponieść." Czytałem tę wiadomość z szeroko otwartymi oczami a serce waliło mi jak szalone. Ten człowiek niewątpliwie jest chory. Co ja mam teraz zrobić? Nie dam rady zgłosić go ponieważ konto zostało usunięte, na policję nie pójdę, bo mnie wyśmieją. Mam dość! - krzyknąłem. Ciągle przyciągam do siebie jakieś kłopoty a jakby tego było mało innych kłopoty także wpadają na mnie. W domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Podskoczyłem jak spłoszona mysz. Dostrzegłem, że jestem już na tyle zastraszony, że każdy szmer będzie na mnie działał jak dźwięk z dobrego horroru. Podszedłem do drzwi, zerkałem przez judasza. Za drzwiami stał facet z pizza. No tak przecież zamawiałem pizze na obiad - pomyślałem machając ręką w powietrzu. Otworzyłem drzwi . - Dzień Dobry! Zamawiał Pan pizzę. Dostawca uśmiechał się szeroko a jego śnieżnobiałe zęby sprawiały wrażenie jakoby odbijały promienie słońca. Zawiesiłem się na chwilę nad tym blaskiem po czym zapytałem ile za pizze. Zapłaciłem wypowiedzianą przez niego kwotę i pożegnałem się. Zanim doszedł do samochodu spojrzał dwa razy na mnie przez ramię i zaszczycił swym wspaniałym uśmiechem. Odwzajemniłem uśmiech a on spojrzał na numer domu, który widniał na ścianie, zapisał coś na kartce po czym wsiadł do samochodu i odjechał. Było to dosyć dziwne, wziąłbym pod uwagę, że możliwe iż wpadłem mu w oko jednak nie chce popadać w paranoje. Nas gejów nie jest aż tak wielu na tym świecie. Co prawda nie widziałem go tutaj jeszcze, chyba jest nowy. Może jednak? A z resztą nie ważne. Usiadłem na kanapie, zjadłem połowę pizzy a resztę zostawiłem na kolację. Próbowałem dodzwonić się do Adasia, lecz wciąż odzywała się poczta.

Na dworze powoli się zmierzchało. Za kilka godzin muszę iść do pracy a tak bardzo mi się nie chce. Jak mus to mus pomyślałem i położyłem się na kanapie. Starałem się nie myśleć o niczym i zasnąć choć na godzinkę. Starania jednak nie przyniosły oczekiwanych skutków. Wciąż rozmyślałem nad psychopatycznym Maksem. W sumie nic się nie stało póki co. Dwa razy dostać z zaskoczenia, mało kto zostaje napadnięty tak po prostu? Postanowiłem, że oleje to do momentu aż stanie się coś więcej. Wiem, że to głupie ale nie mam zamiary popadać w paranoję. Wiele ludzi w internecie udaje chojraków a gdy przychodzi co do czego po prostu się wycofują. Chciał mnie zastraszyć, gdyż był sfrustrowany, że odrzuciłem jego zaloty to wszystko. Zostanę przy tej wersji - nie brzmi ona przynajmniej tak strasznie. Nim moje powieki stały się na tyle ciężkie bym w końcu mógł oddać się drzemce to ktoś zaczynał dobijać się do drzwi. Nie wie, że posiadam dzwonek? Zanim zdążyłem je otworzyć ktoś wbiegł do mojego mieszkania. Była to Karolina. Cała drżała, na jej twarzy jawił się strach jakby zobaczyła ducha. Rozmazany makijaż, rozczochrane włosy, zasmarkany nos. Była w totalnej rozsypce. Nim zdążyłem zapytać co się stało, Karolina zaczęła na mnie krzyczeć. - Gdzie jest Adaś?? Wiesz coś może??? Schował się tutaj??? Powiedz mi natychmiast gdzie jest! . Nie wiem skąd miałem to wiedzieć sam nie mogłem się dodzwonić do niego. Kazałem uspokoić się Karolinie i wyjaśnić mi o co chodzi, jeśli nie chce abym wyrzucił jej z mieszkania. Gdy uspokoiła swoją furię zaczęła wyjaśniać o co chodzi. - Do Adasia wczoraj napisała moja koleżanka, że nie chce się wtrącać dalej w nasze sprawy. Wysmarkała nos po czym kontynuowała dalej. - Adaś zaczynał dopytywać mnie o co chodzi. Ja wiedziałam o co chodzi ! Rozumiesz! Ale bałam się mu o tym powiedzieć! Wiedziałam, że mi nie wybaczy, lecz ja się w sumie na tyle pogubiłam, że nie zależało mi na tym...Wolałbym, żeby mnie zostawił. Nasz związek się sypał. Nie okazywał mi tyle miłości. Czułam się zaniedbana, opuszczona, porzucona. W końcu trafiłam na Grzegorza. Głos jej zadrżał, wyglądała jak zbity pies a we mnie coraz bardziej się kotłowało. Nie mogłem zrozumieć jak mogła tak postępować, tyle czasu go okłamywać i jeszcze wciągać w to swoją koleżankę. Wzięła głęboki wdech i ciągnęła dalej. - Grzegorza poznałam właśnie u koleżanki  to był jej sąsiad z klatki. Porozmawiałam z nim kilka razy. Zaczynał mnie pocieszać, masować, przytulać i wtedy nie powstrzymałam swoich pragnień i przespaliśmy się ze sobą. Wyglądała jakby było jej smutno a zarazem miło wspominała seks z nowo poznanym kolesiem. Zbierało mi się na wymioty nie chciałem już dalej słuchać chciałem by przeszła do sedna. - Słuchaj! Nie interesują mnie twoje seksualne podboje, chociażbyś nie wiem jak to ładnie opisywała, postąpiłaś jak prawdziwa zdzira. Powiedz mi tylko jedno skąd Adaś się o tym dowiedział? Przełknęła ślinę i odpowiedziała ściszonym głosem - Przyłapał nas na mieście jak się całowaliśmy. W tym momencie szlag mnie trafił, brakowało mi przymiotników, żeby opisać jak wielka z niej zdzira. Wyprosiłem ją z domu, szamotała się krzyczała, że mam pomóc jej szukać Adasia. Wypchnąłem ją za drzwi i powiedziałem, że na pewno jest ostatnią osobą jaką teraz chce widzieć i nie potrzebuje jej pomocy. Zatrzasnąłem drzwi i zacząłem rozmyślać gdzie też mógł się on udać. Ubrałem bluzę by przeszukać okolicę, odwiedziłem kilka miejscowych barów, restauracji, lecz nigdzie go nie było. Wtem znalazłem się niedaleko parku i to był strzał w dziesiątkę. Adaś stał przy drzewie z dużym, białym sznurem zawieszonym przez gałąź dębu.W ręce trzymał wódkę, a raczej butelkę po wódce , najwyraźniej zawartość zdążył już opróżnić. Podbiegłem do niego krzycząc, żeby tego nie robił. Zdezorientowany nie spostrzegł nawet kiedy zdążyłem wywalić butelkę z jego ręki i zrzucić sznur z gałęzi. Zrozpaczony usiadł na ziemi i zaczął płakać. Wyglądał jak wrak człowieka. Na twarzy malował się tak wielki ból, że i mnie pojawiły się łzy w oczach. Usiadłem obok niego i przytuliłem do siebie. -Uspokój się proszę, pogadajmy. Wiem, że sprawiła Ci wielki ból ale uwierz mi nie warta jest tego, abyś poświęcił za nią swoje życie. Adaś wtulił się we mnie jeszcze mocniej po czym przesunął głowę na moje kolana. Nie wiedziałem zbytnio co mam robić. Wyglądał jak dziecko, niewinne , skrzywdzone dziecko. Zacząłem więc gładzić go po głowie. Czułem jak jego serce powoli się uspokaja a oddech robi się bardziej miarowy. Łzy lały się już sporadycznie, gdy jedna spłynęła kolejna czekała na swoją kolej. W końcu poczuł się na siłach by wykrzesać z siebie kilka słów. - Ona mnie zdradzała, robiła to ciągle. Gdy ja czekałem na nią w domu ona wtedy z tym kolesiem. Ból znowu odebrał mu mowę. Głaskałem go i powtarzałem, żeby się uspokoił. Po chwili odezwał się znowu. - Wiesz, że ja ją kochałem? Zależało mi naprawdę. Jednak to nie do końca tylko jej wina. Ja...ja też się w kimś zadurzyłem. Od wielu miesięcy starałem się z tym walczyć. To było silniejsze ode mnie. Karolina stawała się dla mnie coraz mniej atrakcyjna. Uczucia wobec niej malały, oddaliliśmy się od siebie. Wiesz, ja nie chcę jej usprawiedliwiać ale ja też pocałowałem kogoś, może nie do końca w taki sposób jak zrobiła to ona ale tak...ja też pocałowałem kogoś. Nie chce już dalej z tym walczyć! To przyciąga mnie jak magnes. A wiesz kto jest tym magnesem?! Wiesz kto jest tak blisko a zarazem tak daleko? Wiesz kto rani mnie codziennie gdy uśmiecha się życzliwie po przyjacielsku a nie z miłości ? No powiedz mi wiesz czy nie!?  

W głębi duszy wiedziałem, że chodzi o mnie. Ale to wszystko posrane. Jednak zaraz, zaraz wspominał coś o pocałunku a my przecież się nie całowaliśmy. Postanowiłem więc zapytać. -Adasiu, wiem że chodzi o mnie. Wziąłem głęboki wdech, gdyż jego oczy zabłysły radosną iskrą. Widziałem jak bardzo go to cieszy. - Powiedz mi jednak, jeśli chodzi o ten pocałunek to jak? Kiedy? Nie pamiętam, by doszło do takiej sytuacji. Adam uśmiechnął się leciutko, zrobił maślane oczy i zaczął opowiadać. - Pamiętasz wtedy ostatniej nocy, kiedy napadł Cie ten koleś. Spędziłem noc u Ciebie, chciałem iść zobaczyć Cie przed snem ale widziałem, że już zasypiasz. Pochyliłem się nad Tobą i pocałowałem lekko w policzek. Wiem, to trochę chore. Jednak to było tak nie wiele a moje serce drżało jak oszalałe. Gdy tak patrzyłem na Ciebie, jak sobie smacznie śpisz to chciałem położyć się obok i mocno Cie przytulić. Chciałem wyszeptać Ci do ucha, że nikt Cie już nigdy nie skrzywdzi. Chciałem zasnąć tuż obok, obudzić się i powiedzieć Ci co czuję. W mojej piersi krzyczało serce, ono chciało być tuż obok Twojego. W końcu tak głośno krzyczało, że nie potrafiłem być Ci już przyjacielem. Nie mogłem słuchać o tych Twoich znajomościach. Pamiętasz jak wtedy wybiegłem nagle ? Tak naprawdę nie chodziło tylko o Twoje bezpieczeństwo, byłem bardzo zazdrosny. Gdy wybiegłem po twarzy lały mi się łzy. Ogarnęła mnie tak wielka złość, że uderzyłem ręką w pobliskie drzewo. Przerwał na chwilę okazując mi pozdzierane palce. - Nie masz zielonego pojęcia, jak wspaniale się czuję przy Tobie. Teraz gdy leże na Twoich kolanach a ty głaszczesz mnie po głowie, moje nerwy uspakajają się, zapominam o całym świecie. Proszę Cie nie myśl, że to od dużej ilości alkoholu, gdyż połowę wylałem. Mam nadzieję, że pozwolisz mi wreszcie się do siebie zbliżyć. Przepraszam ciągle gadam a ty milczysz powiedz coś proszę. Rzeczywiście milczałem, w głowie analizowałem teraz wszystkie słowa, jakie mówił mi kiedyś. Gdy zwracał się do mnie tak czule. Te wieczorne pogawędki z piwem. Gdy smutniał gdy byłem zły. Te wszystkie komplementy. Nic nie piłem a kręciło mi się w głowie od natłoku myśli. Przed oczami pojawiały się czarne plamy, czułem jak ręce robią się wiotkie a moje ciało jakby w zwolnionym tempie opada na trawę. 

mar 31 2017 Niedziela
Komentarze (0)

Niedziela

W końcu udało mi się złapać psychiczno-fizyczną równowagę. Starałem się zapomnieć o tym dziwnym śnie i udałem się do kuchni by zaparzyć sobie kawę. Jak się okazało nie było takiej potrzeby. Już wychodząc z pokoju czułem zapach kawy, który odprowadził mnie do kuchni. Na stole leżały kanapki a za stołem siedział prze szczęśliwy Adaś. Uśmiechnął się życzliwie po czym rzekł - Myślę ze po tak wyczerpującym wczorajszym dniu przyda Ci się porządne śniadanie. Byłem zdziwiony, że nadal jest u mnie w domu jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Szczerze powiedziawszy rzadko jadałem śniadania. Zazwyczaj wypijałem kawę i tak aż do obiadu. - Wiesz, tak się zastanawiam... Karolina nie będzie zła, że nie wróciłeś jeszcze do domu? Zapytałem zaciekawiony. - Nie będzie zła, ponieważ wróci dopiero wieczorem. W jego głosie wyczułem, że jest podenerwowany. - Aha...no dobrze ale nie niepokoi Cie to, że ona coś dość często wychodzi do koleżanki i wraca bardzo późno. Ciągnąłem dalej temat , gdyż wyraźnie widziałem , że jest zmartwiony tym faktem. - Trochę się martwię ale wiesz jej koleżanka zawsze potwierdza, że były tam i tu, że w nocy piły wino i oglądały jakieś smętne filmy. Po co miałaby mnie okłamywać, z resztą ufam jej. - No dobrze, nie będę już taki wścibski, zostawmy ten temat. Zakończyłem dyskusje i zabrałem się do zmywania naczyń. Podziękowałem Adasiowi za śniadanie i za to , że został ze mną po czym pożegnałem się z nim a on udał się do swojego domu. Postanowiłem, że wybiorę się dzisiaj na spacer. Pogoda była idealna na przechadzkę. Niebo było błękitne bez ani jednej chmurki, wiał tylko lekko wiatr. Ubrałem buty i ruszyłem w drogę. Do parku miałem zaledwie parę kroków, więc zanim się obejrzałem byłem już otoczony zielenią tutejszej przyrody. Idąc krętymi ścieżkami rozmyślałem nad Adasiem i Karoliną. Od dłuższego czasu rzadko ze sobą przebywają. Karolina często sypia poza domem, Adaś coraz dłużej zostaje w pracy. Czyżby zamierzali się rozstać? Wyglądało to tak jakby Adasiowi jednak na niej zależało.Może ona chcę się z nim rozstać? Mnóstwo pytań a zero odpowiedzi. W każdym razie widać jak na dłoni , że nie za bardzo się im układa. W parku pojawiało się coraz więcej ludzi, nie tylko ja wpadłem na pomysł z spacerem, z resztą w taką pogodę aż prosi się wyjść z domu. Mój 30 minutowy spacer dobiegał końca postanowiłem iż udam się do pobliskiego sklepu by kupić produkty na obiad. Wyszedłem więc z otaczającej mnie zieleni by wkroczyć na szare ulice miasteczka. Minąłem bloki, przebiegłem przez ulicę i wszedłem do sklepu. Drzwi pobudziły dzwonek sygnalizujący, że wszedł klient. Ekspedientka uśmiechnęła się szeroko i przywitała łagodnym - Dzień Dobry! Powitałem panią sprzedawczynię i udałem się w głąb sklepu. Na obiad zrobię sobie kurczaka, podszedłem więc do działu mięsnego i kupiłem dorodnego kuraka. Obróciłem się na pięcie i zderzyłem z jakaś kobietą. Była to Karolina.  - Co ty tu robisz ? Nie miałaś wrócić wieczorem? Zapytałem zdziwiony, w końcu Adaś mówił, że wróci dopiero wieczorem. - A wiesz miałam trochę załatwień związanych z pracą ale wyrobiłam się wcześniej. W jej głosie dostrzegłem zakłopotanie. Nie zdziwiło mnie to ani trochę. Przecież mówiła Adasiowi , że była u koleżanki a teraz mi tu opowiada o jakiś sprawach biznesowych? Coś tu śmierdziało ściemą ale nie miałem zamiaru z nią o tym rozmawiać. Szybko przybrałem pogodną minę i odpowiedziałem - A no tak Adaś mówił, to super , że szybciej się wyrobiłaś trochę czasu spędzicie razem, bo wiesz trochę mu Ciebie brakuje. Jej twarz była taka obojętna, zamyśliła się po czym dodała - No tak... Nie miałem ochoty dłużej z nią rozmawiać więc pożegnałem się, kupiłem przyprawy i poszedłem do domu. Chciałem pogadać z Adasiem o tym co powiedziała mi w sklepie Karolina, lecz nie chciałem zawracać mu głowy przez te kilka godzin, które mogą w końcu spędzić razem. Zabrałem się więc do kurczaka, przyprawiłem go porządnie i wstawiłem do piekarnika. W między czasie zrobiłem sobie herbatę i usiadłem na kanapie. Obejrzałem kilka głupich ale jakże życiowych programów paradokumentalnych i poszedłem wyjąć kurczaka. Odciąłem znaczną część mięsa i zjadłem z dumą , że wyszedł mi całkiem niezły. Strasznie nudna ta Niedziela - pomyślałem. Słońce już po woli zachodziło za horyzontem a ja robiłem się coraz bardziej śpiący. Wziąłem prysznic, pościeliłem łóżko i położyłem się spać, słyszałem, że na telefon przyszła mi jakaś wiadomość lecz postanowiłem, że odczytam jutro. Zamknąłem więc oczy i oddałem się w objęcia Morfeusza. 

mar 31 2017 Klif
Komentarze (0)

Klif

Idąc po plaży czułem jak cieplutki piasek otula moje bose stopy. Słońce zerkało raz po raz na mnie spoza chmur i całowało w policzki łagodnie swoimi promieniami. Szum morza koił, uspokajał a kropelki słonej wody spadały raz po raz na me ciało walcząc z pocałunkami słońca. Czułem głęboki spokój, plaża była pusta tylko ja, słońce, piasek i morze.W oddali dostrzegłem wejście do lasu. Czułem , że muszę tam wejść. Las był gęsty i ciemny mimo wszystko ruszyłem jego ścieżkami. Robiło się coraz chłodniej. Dostrzegłem, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Zacząłem pocierać ramiona chcąc choć trochę się ogrzać. Las tak jak i plaża był pusty. Myślę, że w tej gęstwinie i tak nie można by było się poruszać, może to dlatego nikogo nie ma? Droga była kręta , czułem się jakbym szedł slalomem, była ona piaszczysta i gładka. Nie było na niej ani jednego kamienia, patyka, liści, igieł a nawet innych śladów. W głębi duszy zacząłem zastanawiać po co idę właśnie tą ścieżką, gdzie podążam? Usłyszałem szept myśli , które powtarzały Do celu! Do celu! Nie chcąc sprzeczać się z nimi pozostawiłem wybór moim nogą, które ochoczo podążały "Do celu". Naglę poczułem, że serce w mojej klatce bije coraz szybciej a nogi poruszają się szybciej i szybciej, zanim dostrzegłem co się dzieję, mój spacer zmienił się w bieg. Napadło mnie nagle poczucie iż muszę zdążyć zanim będzie za późno, ledwo brałem oddech ale nie mogłem się zatrzymać to było ważne. Myśli powtarzały "Zanim będzie za późno, zanim będzie...". Las zaczął się kończyć, a ja wybiegłem w końcu na klif. Na skale na samym skraju siedział mężczyzna. Twarz zatopioną miał w dłoniach i płakał. Na chwilę przerwał szlochanie i zaczął krzyczeć w morze. - Mam dość! Mam tego wszystkiego dość, kocham a nie mogę być kochany. Kocham niewłaściwie. Kocham nierealnie. Miłość mnie zawodzi, miłości mi szkodzi, miłość zabiera ze mnie uczucie, torturuje przez serca kłucie. Mam dość twej obecności, litości proszę litości! Zadziwił mnie ten liryczny monolog, stałem z otwartą buzią , a łza kręciła mi się w oku. Postać znów zaczęła płakać. Targało mnie uczucie, jakaś dziwna powinność, że muszę tam podejść i chociaż zapytać o co chodzi, czy mogę jakoś pomóc. Podniosłem nogę chcąc wykonać krok naprzód, jednak stałem jak sparaliżowany. Mężczyzna lekko przekręcił głowę w moją stronę po czym zaczął się śmiać, najpierw cicho a potem coraz głośniej i głośniej. Oniemiałem. Po chwili obrócił głowę z powrotem w stronę morza. Byłem przerażony. Serce znów zaczęło mi szybciej bić chciałem uciekać, lecz nogi nadal odmawiały posłuszeństwa. Postać znów rozpoczęła monolog - Jedyne lekarstwo, na serce me rozbite, szatą przyjaźni jest okryte, szaty tej nie potrafię zdjąć, czas w śmierci ramiona swe życie pchnąć". Po tych słowach wstał, rozłożył ręce na bok, a łzy padały raz po raz na suchy piasek. Zbliżył się do krawędzi klifu i nagle obrócił się plecami do morza, kierując swój wzrok na mnie. Jego twarz była rozmazana. Po chwili zaczął mi machać na pożegnanie, zrozumiałem, że chce się zabić, ruszyłem  w jego stronę. W końcu nogi mnie posłuchały, lecz było już za późno. Mężczyzna przechylił się w do tyłu i oddał się w objęcia śmiercionośnej przepaści. Zrozpaczony podbiegłem do krawędzi klifu spojrzałem w dół i wtem dostrzegłem twarz mężczyzny. Poczułem ogromny ból w klatce piersiowej, jakby serce pękło mi na pół. Łzy zalewały mi twarz, spływały po wargach a z brody lał się słony strumień rozpaczy. W kałuży krwi a raczej czerwonego piasku leżał Adaś. Na jego twarzy malował się uśmiech. Upadłem na kolana zadając sobie pytanie, dlaczego? Powiedz dlaczego?? Zacząłem krzyczeć ,  wyć z bólu, gdy nagle ktoś poklepał mnie po ramieniu. Z przerażeniem dostrzegłem Maksa, który z szyderczym uśmiechem wyglądał jak wcielenie diabła. Pochwycił mnie za ramiona a czułem jak jego szpony przebijają mi skórę. Wbił we mnie swój szalony wzrok, po czym pchnął mnie w przepaść, mój krzyk a jego śmiech na przemian się pokrywały. Widziałem jak zbliżam się coraz bliżej ciała Adasia. Poczułem uderzenie i usłyszałem trzask łamiących się kości. Spojrzałem w zamknięte oczy Adasia, czułem, że umieram. Ulatywało ze mnie życie, a szum morza był coraz głośniejszy. Traciłem obraz, coraz więcej czarnych plam pojawiało się na twarzy Adasia. Nagle jego oczy otworzyły się a ręce przytuliły mnie do siebie. Przerażony wydałem ostatni krzyk, po czym obudziłem się zalany potem na podłodze tuż obok łóżka. Cóż za przerażający sen, serce waliło mi jak oszalałe, spojrzałem na zegarek. Była 7 rano, nie miałem zamiaru już iść spać, usiadłem na łóżku i próbowałem się uspokoić. To tylko sen, to tylko sen...